Bad hair day – końska grzywa u fryzjera {3}

678530_68568108

Końskie grzywy najbardziej fascynują małe dziewczynki. To one najczęściej bawią się u nas w stajenne strzygi i plotą niezliczone ilości warkoczyków, koreczków i innych dobierańców na grzywach naszych koni. My w zasadzie nigdy nie przywiązywaliśmy większego znaczenia do końskiej grzywy i dlatego nasze konie chodziły sobie pro-natura: ze swobodnymi, nie ciętymi grzywami, często pozwijanymi w dredy, które gdy już mnie szlag trafił podczas rozczesywania po prostu wycinałam. Nawet moje czołowe nie miały grzyw ciętych, zaplatanych, przerywanych. Zupełna swoboda i luz. Aż Chaber trafił do Stada Ogierów na szkolenie, a pracownik zadzwonił do mnie na komórkę i poinformował, że przerywa mu grzywę, bo z takim oberwańcem to wstyd mu na miasto wyjechać. Nie zrozumiałam. Co jest nie tak? Koń ma grzywę i już. Nie za długa, w wodze mi się nigdy nie plątała, czysta, bez łupieżu, a że nierówna? Koniowi na tym nie zależy! Rękę dam obciąć mojemu mężowi, że Chaber nie czuł się jak kmiot wśród tych wymuskanych metroseksualnych elegantów ze Stada. A ten pracownik do mnie: „Nie ważne co on czuje, ja z takim wieśniakiem z PGR-u nie będę między ludźmi jeździł”. A to tnij mu grzywę, odrośnie!

Wcześniej jeszcze byłam na treningach u Andrzeja Orłosia w Rzecznej. Tam wszystkie konie miały grzywy wystrzyżone na jeża, a ogony cięte do wysokości stawów skokowych. Podejrzewam, że nikomu się nie chciało rozczesywać takiej ilości skołtunionych grzyw i ogonów poplątanych ze słomą. Możliwe też, że po prostu sprzedawali włosie końskie na szczotki czy pędzle. Jakkolwiek by nie było współczułam tym koniom – jak tu się od much oganiać? Trener w przypływie swego czarnego humoru darł się na nas podczas skoków w korytarzu: „Łap się grzywy, jak równowagę tracisz!”. Aha, świetnie. Musiałabym poczekać aż mu odrośnie, bo tym króciutkim jeżykiem to sobie można najwyżej w zębach podłubać. Przyznam, że taki łysy koń ma swoje zalety – wolny koniec wodzy nie plączę się w grzywę, pasek potyliczny leży równo za uszami i żadna grzywka ci pod naczółek nie wchodzi. Wygoda. Od czasów tych treningów został mi jeden fryzjerski zapał w stosunku do moich koni – moje czołowe mają strzyżone potylice. Reszta grzywy zostaje, ale za uszami 3 cm na pasek potyliczny golę do zera.

Po tym zarzucie, że Chaber wygląda jak PGR-owiec, mama zaczęła się zastanawiać: a może rzeczywiście nasza konina wygląda na zaniedbane chabety? Zaczęłyśmy przerywać koniom grzywy. Wygląda to pięknie, koń nadal może się od much oganiać, a równa linia grzywy ładnie podkreśla szyję i dodaje elegancji. No dobra, niech będzie – przerwiemy wszystkim. Koni jest 30, my z mamą tylko 2. Palce miałam pocięte przez włos koński do krwi, zniecierpliwiona byłam bardziej niż te biedne umęczone konie. Najlepiej wspominam Heńka – nie na darmo był synem Łyski; grzywę miał tak marną, że całość przerywało się w 3 minuty. Podobnie miękki włos ma Czubajka, ale przerwanie grzywy Bolka, Lindy, Arby – koszmar! W akcie desperacji złapałyśmy z mamą nożyczki i uciachałyśmy reszcie stada grzywy pod linijkę. Okazuje się, że to niezupełnie pod linijkę wychodzi… Gdyby te konie same siebie obejrzały w lustrze to oberwałabym od niejednego z kopyta.

Zgadzam się, że przerwana grzywa wygląda schludnie i elegancko. I nie uważam, by koniowi bardzo przeszkadzało, że ma ją te kilka cm krótszą. Teraz nasza konina ma grzywy przerywane na sezon. Zaplatania nie lubię, bo choć ładnie wygląda, to potem to trzeba rozpleść… Nie chce mi się bawić, przerywam grzywy hurtem i już. Jak zrobić to dobrze, bez ciachania nożyczkami na chama? Próbowałam już nożyczek do degażowania, przerywałam grzywy na mokro, na sucho, na wilgotno i na temperaturę pokojową :) Dramat. A to takie proste. Znacie grzebyk do trymowania? Kosztuje kilka złotych (3-5zł), a czyni cuda z końską grzywą, również tak gęstą jak grzywa ogiera (Bolek rekordy bije, gdybym mu ją zgoliła to mogłabym z niej zrobić gniazdo dla bocianiej rodziny, kilkupiętrowe, wielorodzinne). Chwila-beret i konik wygląda schludnie. Grzebyk ma wmontowaną żyletkę, można ją nawet wymieniać. Wygląda tak:

IMG_20131222_155248

Lubię naturalne końskie grzywy. Gdyby nasze konie pasły się całymi dniami to nie zbliżałabym się do nich z nożykiem. Zimą mają grzywy jak mamuty, ale latem, w sezonie, gdy tylu ludzi odwiedza stajnię, gdy kilkanaście koni chodzi trzy razy dziennie w teren, gdy wczasowicze i plażowicze taksują nas wzrokiem, musimy dbać o wygląd naszych zwierząt. Muszą być czyste, wyczesane, schludne, w ładnych czaprakach i ze zdrowymi wyłożonymi boczkami. Przerwane grzywy już na pierwszy rzut oka klasyfikują konie jako zadbane, a nas jako odpowiedzialnych właścicieli. Śmieszne, ale tak właśnie jest.

Koreczki zaplotłam swojemu czołowemu raz i tylko dlatego, że był nim wtedy Heniek i sprawa sfinalizowała się w kilka minut – z tymi marnymi piórkami, jakie Henryk miał na szyi nie było wiele roboty. Na Sukcesję żal mi czasu. Nie mówię, że mi się koreczki nie podobają, ja po prostu nie mam cierpliwości, by je zaplatać. Własne włosy upinam w 3 sek klamrą i wychodzę z domu. Gdyby mi nagle odbiło, by marnować czas na fryzjerskie zabiegi, to spożytkowałabym ten zapał na własnej głowie, a nie końskiej.

Jakie grzywy Wy lubicie? Przerwane, zaplecione w warkoczyki, koreczki, ślimaczki czy może karbowane i układane w finezyjne loczki? Tu macie galerię fryzjerskich trendów naszej stajni:

NA BANDYTĘ-ZAKAPIORA Model: Morus

06czerwiec

Z BAJERANCKĄ PRZERWĄ (stylizacja polega na wycieraniu i drapaniu się o drąg na pastwisku) Modelka: Mała

DSC_0870

DZIECIĘCY IROKEZ Model: Chaber

DSC_0864

SWOBODNY PGR Model: Essen

DSC_0962

MINI AFRO Modelka: Lufka

DSC_0973

PRZERWANA GRZYWA W LOCIE Model: Sztorm

DSC_2405

ŁYSEK Z POKŁADU IDY Model: Heniek

DSC_6958

STRZYŻONE-GOLONE Model: ogier Rzeczna

DSC_2625

STRĄKI Model: Nefryt

foto 079

NA ŚLEPCA Model: Laszka

IMGP5207

KARBOWANA FRYTKA (stylizacja naturalna! bez użycia gofrownicy) Model: Tara

IMGP5225

STÓG SIANA Model: Kacper

DSC_9513

NA TINĘ TURNER Model: Agata

DSC05069

I FRYZJERSTWO ZAAWANSOWANE obejmujące wszelki włos na ciele czyli STYLIZACJA NA ŻUBRA Model: Morus po zimie

zuber

Fot. Kuba Lipczyński

Komentarze

komentarze