Obóz jeździecki – końskim okiem {2}

DSC_6049

Ehhh, co za nuda… Dobrze, że chociaż w weekendy wpadają dzieciaki ze Szkółki Jeździeckiej. Bo w tygodniu – szkoda gadać. Mirek wypuszcza nas już po śniadaniu około 6 rano. Fajnie jest wybiec na pastwisko i rozprostować kości, ale nie oszukujmy się – trawy to jeszcze za wiele nie ma… Źrebaki brykają i szaleją, klacze zalotnie zerkają na okólnik, gdzie ogier Bolek pręży pierś i rzuca grzywą. Niby taki przystojniak, aha. Ja też jestem niczego sobie, w końcu blondyn.

Nazywam się Raszdi i kończę w tym roku 17 lat. To dobry wiek dla konia. Wyrosłem już z głupot, brykania i ścigania się (jak te stuknięte srokate hucuły, nowi są u nas, można im wybaczyć), ale wciąż mam energię i lubię biegać. Pewnie dlatego jestem ulubionym wierzchowcem obozowiczów. No kiedy wreszcie zacznie się lato? Jak tylko rok szkolny dobiegnie końca znowu przyjadą dzieciaki na obóz jeździecki TROTTER. Mieszkam w Ustce, w  stajni ANKA. Nie urodziłem się tutaj, jak Czubajka czy Chaber, ale jestem tu tak długo, że zapomniałem już o poprzedniej stajni. Jestem wielkopolakiem, mam nawet wpis do księgi głównej. To zresztą nie ma znaczenia, bo dzieciaki kochają mnie przecież nie za rodowód. A kochają mnie, oj tak. Chciałbym, żeby przyjechali jak najszybciej. Znowu będzie gwar, wesoło i wreszcie coś się będzie działo.

Dziewczyny z TROTTERA czyszczą mnie milion razy na dobę, zaplatają grzywę, ogon. W zasadzie już po pierwszym dniu obozu jeździeckiego jestem tak czysty, że czuję się nagi. To im nie przeszkadza wyprowadzać mnie z boksu, co godzina i szczotkować, głaskać, przytulać się. A ja nie protestuje, bo taki masaż szczotką to fajna sprawa. No i muszą uważać mnie za supermodela, bo na okrągło pstrykają sobie ze mną foty. No cóż, ładny to ja jestem, nie powiem. Niech się nawet Bolek schowa, phi! Na pewno ja mam więcej zdjęć z obozowiczami, niż ten nadęty bufon, co myśli, że jak umie ciągnąć bryczkę to już jest kimś. Trochę mu nawet zazdroszczę tych wypraw na wieżę widokową z obozowiczami (on bierze sobie nawet piętnastkę kolonistów do bryczki, a ja przecież tylko jednemu mogę sprawić frajdę). Ale za to ja chodzę z innymi końmi na plażę! Nie ma nic lepszego! Niektórzy obozowicze pozwalają mi wchodzić do wody naprawdę głęboko. Przecież nie ma się czego bać. A ta wariatka haflingerka Tara uwielbia się kłaść w wodzie. Dzieciaki na ogół mają z tego frajdę i zaśmiewają się do łez, ale przecież niektórzy mogą się przestraszyć. Ja tam takich numerów nie robię, o nie. Jestem grzeczny i staram się nie przestraszyć mojego jeźdźca.

Zazwyczaj obozowicze meldują się w stajni już wczesnym rankiem. Niektórzy przychodzą do nas w odwiedziny jeszcze przed śniadaniem. A potem zaczyna się zabawa! Najpierw jedzie pierwsza grupa, więc nas wyprowadzają, czyszczą, siodłają. I wciąż biegają – a to do siodlarni po dodatkowy kocyk na kłąb, a to po palcat, toczek. Co chwila ktoś inny trzyma mnie za wodze i czasem trudno się zorientować, kto właściwie będzie na mnie jeździł? To jest całkiem fajne, bo im więcej osób się kręci, tym częściej mnie głaszczą, całują w chrapy, a nawet wciskają szybko jakiś smakołyk (jabłuszka, marchewki, niektóre mają nawet takie końskie dropsy, mhmmm); opłaca się stać grzecznie i pozować do zdjęć. Potem wreszcie zaczyna się jazda. Jeśli grupa wybiera padok to idziemy na plac i ćwiczymy pod okiem instruktora Wojtka. To ciekawe, ale ja osobiście wolę jeździć do lasu lub na plażę. Na padoku jest tak gorąco! A w lesie jest miły cień, nie trzeba za dużo skakać, dzieciaki gadają, śmieją się. Na padoku są tak skupione, że nawet klepać mnie zapominają po dobrym wykonaniu ćwiczenia, wyobrażacie sobie?!? Ja tam wole tereny, szczególnie te nad morze.

Po jeździe zawsze dokładnie mnie czyszczą, klepią, chwalą. Lubię obozowiczów. Dbają o nas, konie, i kochają nas. I każdy koń, bez wyjątku, jest czyimś ulubieńcem. Nawet ten smarkaty Browarek ma swoich fanów, albo Góral – o, ten jest nowy, a już zakochała się w nim cała rzesza obozowiczów. Ja jestem tu już tyle lat, że rozpoznaje obozowiczów, którzy przyjeżdżają kolejny raz. W tym roku na pewno znowu przyjedzie do mnie Basia.
Przed obiadem obozowicze chodzą na plażę, ale już bez nas, bez koni. Chodzą się opalać i kąpać pod okiem ratownika WOPR. Co za bzdura to całe opalanie! Albo te ich rejsy statkiem po Bałtyku, zwiedzanie latarni morskiej i inne spacery po promenadzie. Jakich atrakcji może dostarczyć miasto, kiedy w stajni czekamy my, konie.

Na szczęście po obiedzie obozowicze znów meldują się u nas. I znowu zaczyna się zabawa – czyszczenie, ubieranie, śmiech i porównywanie warkoczy na grzywach. Moja grzywa jest skąpa i rzadka, ale np. haflingery to mają szopy! Albo ogon Lindy! Ja za to bardzo dobrze wyglądam w ochraniaczach na nogach, tak zgrabnie. W tym całym zamieszaniu kiedyś jedna Ola wyprowadziła ze stajni nieujeżdżonego hucuła, bo pomyliła go z innym srokaczem, jego pół-bratem. Wyobraźcie sobie, że ten gamoń był tak zaaferowany tym, co się dookoła dzieje, że nie dał najmniejszego znaku, że on nie chodzi jeszcze pod siodłem? Stał jak wryty z szeroko otwartymi oczyma i pozwolił sobie założyć ogłowie i siodło bez gadania. I ten smarkaty głupek pojechał z nami w teren, bo bał się odezwać i dać znać, że coś jest nie tak! Mieliśmy z niego niezły ubaw w stajni. A instruktor Wojtek za każdym razem jak wsiadał na swoją Horpynę (ta to dopiero laska!) to żartował, że musi sprawdzić, czy to nie źrebak od Literatki.

Wieczorem, kiedy nam, koniom należy się odpoczynek i cisza w stajni, obozowicze zaczynają szaleć. Jakieś ogniska, śpiewy przy gitarze, nocne podchody i bieganie po lesie. Dobrze, że nas już w to nie wciągają i chodzą na własnych nogach. Ale i tak ciężko odpocząć, kiedy pod oknami stajni słychać wesołe głosy, śmiechy i chóralny śpiew. Można to jednak wybaczyć, bo czasem ktoś po cichu zakradnie się do stajni, by wepchnąć kromkę suchego chleba między moje ciepłe wargi i pogłaszcze po aksamitnym nosie. A teraz, przed wakacjami? Nuuuudaaaa…

Chcesz poznać Raszdiego? Masz ochotę na kąpiel w morzu w bryczesach zafundowaną przez haflingerkę Tarę? Marzy Ci się oglądanie wschodu słońca z grzbietu Górala lub Czubajki? A może interesuje Cię przejażdżka bryczką z wesołym Bolkiem? Te atrakcje czekają na Ciebie na obozie jeździeckim TROTTER<- kliknij tu w Ustce! Nie daj czekać naszym koniom i zafunduj im i sobie wesołe i aktywne wakacje! Zapraszamy! Więcej szczegółów znajdziecie na www.trotter.pl<- kliknij tu.

tekst: czubajka.pl

/ Tekst sponsorowany przez TROTTER Jakub Lipczyński /

DSC_2853

Komentarze

komentarze