10 legendarnych koni wyścigowych, które wypada znać cz.3 {13}

I ostatni już odcinek spaceru po Alei Sław – finałowa trójka wybrana losowo.Wzruszcie się ich historią razem ze mną. Zaczynamy:

EIGHT BELLES

Eight Belles

Klacz Eight Belles urodziła się w 2005 roku, a życie skończyła tragicznie jako trzylatka. Była amerykańską klaczą i biegała właśnie na amerykańskich torach. Jako pierwsza klacz w historii toru w Arkansas wygrała trzy ważne gonitwy pod rząd, w tym w pierwszej o 13 1/2 długości bijąc rekord toru. Jej wybitny talent prowadził do zguby – została zgłoszona do Kentucky Derby – bardzo ciężkiej gonitwy, w której ścigała się z ogierami. W Kentucky Derby brało udział tylko 39 klaczy w historii. Eight Belles dobiegła do mety jako druga, ale po jej przekroczeniu padła na tor. Okazało się, że w trakcie biegu złamała obie przednie nogi! Walczyła do końca i dopiero po przebiegnięciu mety pozwoliła sobie na odpoczynek. Weterynarze uznali, że jej obrażenia są zbyt poważne, by podjąć próbę zabrania jej z toru. Koń, który kilka sekund wcześniej cwałował jak szalony, nie był w stanie zejść z toru! Eight Belles została uśpiona na torze, bo złamania były zbyt poważne, by myśleć o operacji. Właściciel, trener i dżokej zwycięzcy Kentucky Derby, ogiera Big Brown wspólnie orzekli, że prawdziwym championem tej gonitwy była Eight Belles – klacz, która na złamanych nogach przekroczyła metę jako druga. Śmierć młodziutkiej championki stała się przedmiotem narodowej debaty w Stanach Zjednoczonych. Jej ciało zostało zbadane, a sekcja wykazała wiele niezgodności w budowie klaczy. Miała zbyt duże serce, przekrwione płuca, lekkie i słabe kości. Hodowla koni wyścigowych od lat nastawiona była na „wyprodukowanie” championa. Specjaliści uznali, że obecne konie to „silnik lokomotywy na szklanych nóżkach kieliszków od szampana”. Stawia się na konie mocne, ciężkie, umięśnione, a jednocześnie liczą się cienkie, leciutkie kości, co przy osiąganych prędkościach jest zabójcze. Przypadek Eight Belles spowodował wiele kontrowersji; podjęto badania nad hodowlą koni wyścigowych i zaczęto rygorystycznie kontrolować treningi. Te zwierzęta walczą i stają do ostrych rywalizacji między sobą dla ludzkiej rozrywki; Eight Belles stała się powodem, dla którego głośno zaczęto rozważać naszą ludzką naturę. Dziś działa fundacja jej imienia kontrolująca sport wyścigowy i hodowlę koni wyścigowych, a dla upamiętnienia klaczy w gonitwie majowej 2008 roku wszystkie konie na torze miały na sobie plakietki z dzwonkiem i nr 8.

ECLIPSE

Eclipse(horse)

 Jak od razu widać po powyższym obrazku, Eclipse nie był koniem współczesnym; nie był nawet championem XX czy XIXw. Eclipse urodził się w 1764 roku w dniu zaćmienia słońca, co zostało uhonorowane nadanym mu imieniem (ang. eclipse – zaćmienie). Jego właścicielem był książę Cumberlandu William August, a po jego śmierci stado zostało wystawione na licytację. Ogiera za grosze kupił hodowca owiec i wystawił do wyścigu jako pięciolatka. Eclipse wygrał w przepięknym stylu, a połowę udziałów w koniu kupił Irlandczyk; później dokupił drugą część za dwukrotnie większą sumę. Ubił świetny interes – Eclipse okazał się niepokonanym koniem wyścigowym; najlepszym w XVIII wiecznej Anglii. Dosiadał go dżokej John Oakley – jedyny, który dawał sobie radę z temperamentem konia i jego dziwną manierą biegania z nosem blisko ziemi. Eclipse wygrywał wszystkie gonitwy, w których brał udział, a obserwatorzy tych zwycięstw (często kończących się kilkusetmetrową przewagą nad rywalami) nie mogli oprzeć się wrażeniu, że koń nie daje z siebie wszystkiego – biegł lekko, jakby „na pół gwizdka”. Jego sława rosła, a ponieważ nie miał sobie równych wkrótce nikt nie chciał wystawiać swoich koni przeciwko mistrzowi. W ten sposób zakończyła się kariera Eclipse – nie miał z kim się ścigać. Przeniesiono go do stadniny, gdzie służył jako reproduktor. Dał prawie 400 źrebiąt – wszystkie notowały piękne czasy na torach wyścigowych świata. Obecnie szacuje się, że ponad 85% koni wyścigowych ma w swoim rodowodzie krew Eclipse! Jest przodkiem wszystkich znanych i opisanych w tej serii championów. W czasie, gdy Eclipse biegał na torach ukuto powiedzenie: „Eclipse pierwszy, a reszta nigdzie”. Do dziś slogan ten pojawia się w brytyjskich gazetach, a w miejsce Eclipse wstawia się imię championa, który odniósł niezwykłe zwycięstwo. Szkielet niezwykłego Eclipse znajduje się w Royal Veterinary College w Anglii, choć trudno dziś udowodnić, że wszystkie zgromadzone w nim kości rzeczywiście należały do tego ogiera. Jego kopyta zostały przerobione na kałamarze, ale fakt, że jest ich aż 5 trochę podważa autentyczność relikwii. Na część niesamowitego XVIII wiecznego championa nazwano ważną amerykańską gonitwę Eclipse Award. Wkład genowy ogiera Eclipse w dzisiejszy sport wyścigowy jest nieoceniony!

SECRETARIAT

Secretariat

Secretariat urodził się w 1970 roku. Jego historia zaczęła się od rzutu monetą pomiędzy właścicielem ogiera Bold Ruler (ówczesnego championa torów) a właścicielką dwóch klaczy Somethingroyal and Hasty Matilde. Zwycięzca rzutu miał prawo pierwszeństwa w wyborze źrebięcia od którejś z doskonałych klaczy, po Bold Rulerze. Losowanie przebiegało w obecności radcy prawnego, a jego rezultat był odpowiednio zapisany w umowie prawnej między dwoma właścicielami – ojca i matek. Wygrał właściciel ogiera i wybrał sobie potomka klaczy Matilde – młodszej od drugiej matki. Pani Penny Chenery dostała więc nienarodzone źrebię od Somethingroyal. Okazał się nim kasztanowaty ogierek z trzema skarpetkami i gwiazdką na czole – Sekretariat. Imię nadała mu sekretarka p. Chenery, gdy młodziak miał już ponad rok. Swój debiut na torze rudzielec ukończył jako czwarty, gdy stracił na starcie cenne sekundy przez potknięcie. W kolejnych startach nie dał już plamy – wygrał  5 gonitw z rzędu. Następnie Secretariat znów dobiegł na metę pierwszy, wyprzedzając rywala – konia Stop the Music o dwie długości. Sędziowie zdecydowali jednak o zaliczeniu mu pozycji drugiej, jako kary za wpadnięcie na Stop the Music i przeszkadzanie mu podczas wyścigu.  W kolejnej gonitwie Secretariat znów walczył ze swym równieśnikiem Stop the Music i wygrał wyprzedzając go o 8 długości. W tym samym sezonie wygrał też Eclipse Award i stał się faworytem na amerykańskich torach. Wtedy też zaczęły się przygotowania do startu w trzech gonitwach wliczanych w Amerykańską Potrójną Koronę (jednym z nich jest Kentucky Derby). Secretariat niespodziewanie przegrał w gonitwie poprzedzającej wielki start. Zaniepokojona właścicielka wezwała weterynarza, który stwierdził duży ropień w pysku konia. W tym czasie gazety zaczęły już spekulować, że czas Sekretariata się skończył, koń się wypalił i nie ma szans w Koronie. W Kentucky Derby ogier wystartował z bramki dość słabo – był ostatni. W trakcie wyścigu nadgonił stratę i wyprzedził rywali o ponad 2 długości. To był jego sposób – najpierw oszczędzał siły, wywołując u ludzi, którzy na niego stawiali niemal zawał serca, gdy biegł w ogonie stawki. Na ostatniej prostej koń zaczynał finiszować – ostro jak maszyna parł naprzód i po kolei wyprzedzał rywali. Było to niesamowite widowisko – żaden z koni nie był w stanie pobić rekordu tego toru i wygrać w dwóch ostatnich minutach gonitwy. Lider zazwyczaj prowadził stawkę przez większą część wyścigu; Sekretariat finiszował w dwóch ostatnich minutach „łykając” pędzące przed nim konie lekko i skutecznie. W drugim wyścigu Korony Secretariat ponownie wystartował jako ostatni i finiszował jako pierwszy w ostatnich minutach bijąc przy okazji rekord toru. Po tym zwycięstwie koń pojawił się na okładkach pism „Time” i „Newsweek”, a jego sława sięgnęła niemal zenitu. Z zapartym tchem czekano na ostatni start w Potrójnej Koronie. Powszechnie uznano go za faworyta i nie spodziewano się wielkiego widowiska. Zakłady stawiane były głównie na niego i mało kto wątpił, by rudy mistrz mógł sprawić jakąś niespodziankę na torze. A jednak. Secretariat wystartował nie jako ostatni, a od początku biegł na czele stawki ścigając się ze swym największym rywalem – ogierem Sham, który poprzednie gonitwy kończył zawsze jako drugi. Dystans był długi i walczące morderczo konie wkrótce zaczęły słabnąć. Oceniano, że dżokej popełnił błąd puszczając Sekreatariata od początku do tak wyczerpującej walki o prowadzenie, podczas gdy koń miał w zwyczaju oszczędzać siły. Lecz gdy Sham gonił już resztką sił, Secretariat niespodziewanie zaczął finiszować – powtórzył swoje poprzednie wyczyny osiągając rekordową prędkość i wysuwając się w ostatnich minutach na prowadzenie. Pobił wszelkie możliwe rekordy toru wyprzedzając rywali o 31 długości! Czegoś takiego jeszcze na torach nie widziano. Secretariat okazał się koniem wszechczasów – wygrał Potrójną Koronę (wyczyn dokonany po raz pierwszy od 25 lat) bijąc przy okazji rekordy wszystkich trzech torów. Do dziś żaden nie koń nie ustanowił nowych. Sam Secretariat przeszedł na emeryturę, gdzie cieszył się swobodą i mnóstwem chętnych do krycia panienek. Ocenia się, że zostawił po sobie 600 źrebiąt. Dożył wieku 19 lat; został uśpiony w wyniku nieuleczalnego i bolesnego ochwatu. Został pochowany w Kentucky, a w uznaniu jego zasług pochowano go w całości. Zazwyczaj chowa się tylko łeb, serce i kopyta koni wyścigowych; reszta jest kremowana. Sekcja zwłok Secretariata wykazała, że był posiadaczem idealnie ukształtowanego, choć nienormalnie wielkiego serca – jego waga odpowiadała wadze serca Phar Lapa i posiadała cechy świadczące o pokrewieństwie tych koni z ogierem Eclipse. Historię „Wielkiego Rudzielca” pięknie opowiada film z 2010.

SECRETARIAT 2

Postanowiłam się ograniczyć do 10 championów, a przecież w historii sportu wyścigowego tyle było koni wybitnych, koni nieprzeciętnych, koni, które swą niezwykłą historią zapisały się na stałe w sercach miłośników tego sportu. Dlatego zachęcam Was do podawania w komentarzach Waszych typów – o jakich koniach warto pamiętać; które jeszcze wypada znać?

I jeszcze na koniec serii mała ciekawostka – za najdziwniejszy wypadek na torze uznano śmierć dżokeja Damiana Becketta i konia Brave Buck, którzy zginęli w Perth w Australii w wyniku uderzenia pioruna. Jakie są szanse, że piorun rąbnie w człowieka na koniu? Niemal żadne. Trzeba mieć KONKRETNEGO pecha…

Komentarze

komentarze